„Czwarty pożar Teheranu” – reportaż w e-booku
20 maj 2010 | opublikował gk | Kategoria: e-booki – nowości i zapowiedzi, Najpopularniejsze„Czwarty pożar Teheranu” Marka Kęskrawca to nowy e-book w Księgarni eClicto. Wydana przez W.A.B. książka opowiada o Iranie, czerpiąc z najlepszej tradycji reportażu literackiego.
Marek Kęskrawiec pokazuje Iran, w którym cienka linia oddzielająca dozwolone od zabronionego jest w ciągłym ruchu. Gdzie serdeczność, gościnność i umiłowanie poezji sąsiadują z okrucieństwem i lękiem. Kraj przeciwieństw: tu młoda dziewczyna mknąc na rolkach przez osiedle Ewin zrzuca odważnie chustę z włosów, a kilometr dalej znajduje się więzienie, pod którym zrozpaczone matki czekają na wieści o swoich dzieciach. Autor spogląda na Iran oczami kupców, mułłów, studentów, inżynierów, kobiet walczących o równouprawnienie. Patrzy oczami Alego, który dwadzieścia dziewięć lat temu zapuścił wąsy na cześć Lecha Wałęsy, oczami fanów Kieślowskiego oraz ludzi, którzy wychowali się na „Bolku i Lolku” oraz „Porwaniu Baltazara Gąbki”.
„Czwarty pożar Teheranu” jest malowniczym, znakomicie napisanym reportażem, w którym zdumienie i fascynacja sąsiadują z przerażeniem. To próba zrozumienia i opisania jednego z najbardziej niepokojących krajów.
Marek Kęskrawiec (ur. 1967) – dziennikarz i reportażysta. Dwukrotny zdobywca nagrody Grand Press za teksty publikowane w „Newsweeku”. Prowadzi zajęcia z dziennikarstwa śledczego na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2007 roku razem z Grzegorzem Indulskim wydał książkę „Afganistan. Po co nam ta wojna?”
„Czwarty pożar Teheranu” – fragment
Prolog
Szahrama wyjątkowo męczyła dziś gra na santurze. Był wystraszony i wcale nie próbował tego ukryć. Kilka tygodni wcześniej w jego domu odbyła się prywatka. Młodzi mężczyźni, młode kobiety. Głośna muzyka, taniec, trochę alkoholu własnej produkcji. I jeden zdrajca. Do dziś nie bardzo wiadomo, kto nim był, więc teraz połowa towarzystwa patrzy na siebie wilkiem. Ustawił telefon gdzieś na szafie z książkami i nagrał kilkanaście minut zabawy. Po czym zaniósł film rektorowi uczelni. Jutro Szahram idzie na rozmowę. Zupełnie nie wie, czego się spodziewać. W Iranie nie ma jasnych reguł. Może zostać skreślony z listy studentów, może zostać zawieszony, a może tylko rektor pogrozi mu palcem.
Szahram, zazwyczaj najweselszy w całym towarzystwie moich znajomych z Szirazu, teraz widzi tylko najczarniejszy ze scenariuszy. Odkłada santur, trapezoidalny instrument z drewna orzechowego. Ręce ma sztywne i nie jest mu łatwo trafić pałeczkami w odpowiednie struny, których jest ponad pięćdziesiąt. Nie sposób osiągnąć wymaganej koncentracji, gdy w głowie słyszy się wciąż głos dziekana: „Rozpoznaliśmy na filmie pięć osób. Jednak rektor oczekuje, że poda mu pan pełną listę swoich gości”.
Siedzimy w milczeniu. Jest jeszcze Arad, który najpierw akompaniował Szahramowi na tarze, instrumencie podobnym do gitary, a potem na dafie, bębnie przypominającym wielki tamburyn.
Arad był na feralnej imprezie, więc doskonale rozumie nastrój przyjaciela i męczący go dylemat: ukrywać przyjaciół czy ratować własną skórę? Uderza delikatnie w daf i zaczyna opowiadać historię.
Dwóch przyjaciół wędrowało od wielu dni po wypalonym słońcem pustkowiu. Jechali konno z Szirazu do Jazdu. Nagle zerwał się wicher, nadciągnęła burza. Jedna z błyskawic zadała śmiertelny cios, po chwili druga. Ale wędrowcy jechali dalej. Nie wiedzieli, że są martwi, nie rozumieli, że konie niosą tylko ich dusze. Kiedy byli już bardzo zmęczeni, dotarli do pięknego domu, w którym stoły uginały się od jadła i napojów. „Cóż to za miejsce?” – pytają podróżnicy. „To jest Raj – odpowiada im Gospodarz, zielonooki mężczyzna w błękitnej pelerynie. Po czym stawia warunek: – Tylko jeden z was może tu zostać, ten wyższy. Ty zaś – mówi do niższego – jesteś grzesznikiem i musisz natychmiast się stąd wynieść”. Wędrowiec, który dostąpił zaproszenia, próbuje przekonywać: „To mój przyjaciel, znam go od lat, wiem, że nie mógłby popełnić żadnej zbrodni, która skazywałaby go na śmierć z pragnienia na pustkowiu”. Jednak Gospodarz kręci głową: „Widzę dalej niż ty, potrafię zejść głęboko w duszę człowieka i odnaleźć w niej najbardziej ponure tajemnice”.
Wędrowiec nie ufa Gospodarzowi. Siodła konia i rusza wraz z przyjacielem w dalszą drogę. Nie rozmawiają zbyt wiele, nie mają sił. Ale w sercu wyższego z mężczyzn zaczyna kiełkować ziarno nieufności: „Może powinienem zostać w tamtym domu? Może nie znam przyjaciela tak dobrze, jak myślę? Może należało zaufać Gospodarzowi? Może skazałem się na śmierć z pragnienia i wieczne potępienie?”.
Po kilkunastu godzinach obaj wędrowcy są na skraju śmierci. I wtedy dostrzegają kolejny dom, bardzo podobny do poprzedniego. Tym razem drzwi otwiera im niebieskooki mężczyzna w zielonej pelerynie. „Cóż to za miejsce?” – pytają podróżnicy. „To jest Raj” – odpowiada im Gospodarz i zaprasza obydwu do środka, gdzie pod ciężarem jedzenia i napojów uginają się stoły. „Ależ wczoraj trafiliśmy do podobnego domu i tylko jednemu z nas zezwolono pozostać” – mówią wędrowcy. „To miejsce było Piekłem – odpowiada Gospodarz. – Piekło to raj dla ludzi, którzy gotowi są zostawić przyjaciół w potrzebie”.
Następnego dnia Szahram idzie do rektora. Żegnając go w drzwiach, ani ja, ani Arad nie pytamy, czy przekaże listę gości.
Szahram wraca po trzech godzinach. Jest uradowany, pałaszuje monstrualne ilości jedzenia. Gdzie on to wszystko mieści? Jest przecież chudy jak patyk. Pomiędzy jednym a drugim kęsem opowiada, że usłyszał dużo gorzkich słów na swój temat od rektora, religijnego radykała z czarną brodą i w tanim garniturze à la Ahmadineżad. Ale na koniec, gdy był już pewny usunięcia z uczelni, okazało się, że rektor też jest człowiekiem. „Podobno dobry z pana student, wykładowcy pana cenią, może kiedyś pan zmądrzeje. Nie wyciągnę konsekwencji. Niech pan już idzie”. O listę gości nawet nie zapytał.
W Iranie bardzo często Raj zamienia się w Piekło, a Piekło w Raj. Jak w opowieści Arada.
(Wykorzystano materiał wydawnictwa W.A.B.)












Wpisy (RSS)