eClicto - Blog o e-papierze i e-bookach

„Pepiki” – Czesi, których nie znamy

25 sie 2010 | opublikował | Kategoria: Najpopularniejsze

„Pepiki” to szesnaście esejów Mariusza Surosza poświęconych ważnych dla Czechów postaciom. Opublikowana przez W.A.B. książka ma dzisiaj premierę w księgarniach tradycyjnych oraz w Księgarni eClicto – jako e-book w formacie epub.

Pepiki są określeniem świadczącym o braku wiedzy o historii i kulturze Czechosłowacji. „Pepiki” Mariusza Surosza to książka, która tę lukę wypełnia. Autor opowiada o ludzkich losach, ukazuje dramaty i tragedie, jakich wielka historia nie skąpiła Czechom w XX stuleciu.

Pisze o astronomie, który porwał za sobą dziesiątki tysięcy Czechów i Słowaków, aby walczyć o utworzenie państwa, o największej miłości Franza Kafki, o playboyu, którego śmierć stała się symbolem końca demokracji w Europie Środkowej, o filozofie broniącym zakazanego przez władze zespołu rockowego, o murarzu, który został wydawcą książek i był za to prześladowany, o poecie – laureacie Literackiej Nagrody Nobla… Ale też o naziście, który nienawidził Czechów, a miał nad nimi władzę niemalże absolutną, i o komuniście, który zaprzedał swój naród… Surosz obala stereotypy dotyczące Czechosłowacji. Pozwala dokładniej poznać drogę Czechów do wolności. Pokazuje świat dotychczas obcy większości Polaków.

Mariusz Surosz (ur. 1963) – świnoujścianin, od ponad dwudziestu lat związany z Krakowem. Absolwent historii i filozofii. Imał się różnych zajęć: pracował w kilku wydawnictwach, był rzecznikiem prasowym MKS Cracovia. Dziennikarski wolny strzelec. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Polityce”, „Newsweeku”, „Dzienniku Polskim”. Debiut książkowy „Pepiki” to efekt wieloletniego zainteresowania kulturą i historią naszych południowych sąsiadów.

(na podstawie materiału wydawnictwa W.A.B.) 

„PEPIKI” – fragment książki

Komunistyczni przywódcy w Moskwie nie kryli nienawiści. Nazywali go pogardliwie „galicyjskim Żydem”. Ale kiedy prowadzono go korytarzami Kremla, pracujący tam przekazywali sobie szeptem: „To Kriegel! Prowadzą Kriegla!”. W ich głosach było i zdziwienie, i szacunek. František Kriegel przeszedł do legendy praskiej wiosny 1968 roku. „Galicyjski Żyd” jako jedyny nie złamał się i nie podpisał sławetnego protokołu moskiewskiego, który brutalnie kończył urojenia praskiej wiosny, że socjalizm może mieć ludzką twarz.

Kriegel, przyjeżdżając do Pragi w 1926 roku, miał osiemnaście lat. Opuścił kresy Rzeczpospolitej, bo chciał studiować medycynę. A wtedy to po raz pierwszy we Lwowie wprowadzono zasadę numerus clausus, ograniczając liczbę Żydów przyjmowanych na studia.

W rodzinnym domu w Stanisławowie mówiło się po polsku i niemiecku, dlatego też zapisał się na niemiecki uniwersytet w Pradze. Wspominał, że uczył się nocami, bo w dzień zarobkował.

Dawał korepetycje, był robotnikiem kolejowym, sprzedawał parówki na meczach piłkarskich. Często korzystał z bezpłatnych kuchni dla bezrobotnych, ale studia ukończył i został lekarzem. Do Stanisławowa nigdy już nie wrócił. Nie miał do kogo. Jego bliscy zmarli przed wojną, a dalsi krewni wojny nie przeżyli.

Lewicowe przekonania przywiózł z Polski. W Czechosłowacji wstąpił do partii komunistycznej.

Noc z 20 na 21 sierpnia 1968 roku. Gabinet I sekretarza Komunistycznej Partii Czechosłowacji, Alexandra Dubčeka. Około czwartej nad ranem budynek został opanowany przez radzieckich spadochroniarzy. Wokół stołu siedziało kilku członków kierownictwa partii. Pilnowało ich ośmiu żołnierzy z pistoletami maszynowymi gotowymi do strzału. Kiedy żołnierze wpadli niespodziewanie do gabinetu, mężczyźni próbowali protestować. Ale później już tylko czekali, co będzie dalej. Wiedzieli jedynie, że od kilku godzin trwa inwazja wojsk Układu Warszawskiego na ich kraj.

Nagle jeden z nich się odezwał: Myślę, że teraz co najmniej do ósmej nic się nie będzie działo, zanim się jakoś w tym nie połapią. Wszyscy jesteśmy niewyspani i radzę każdemu, żeby się przespał. Jasny umysł może być nam potrzebny.1

Mówiąc to, wstał, znalazł sobie miejsce na dywanie i podłożył teczkę pod głowę. Po kilku minutach słychać już było chrapanie. František Kriegel miał doświadczenie frontowe i wiedział, że w czasie wojny, kiedy tylko można, należy łapać bezcenne godziny snu. Trzy lata spędził jako lekarz na frontach hiszpańskiej wojny domowej i kolejnych sześć w broniących się przed Japonią Chinach. Do Hiszpanii pojechał, odpowiadając na wezwanie Międzynarodówki Komunistycznej, do Chin – po apelu Czerwonego Krzyża.

Pod koniec wojny opisał go amerykański korespondent wojenny: „Dr. Kriegla, kontraktowego lekarza polskiego pochodzenia, który przeżył już osiem lat wojny i który mówi ośmioma językami, w tym również chińskim, pułkownik Brown charakteryzuje jako jednego z najdzielniejszych ludzi, jakich poznał. [...] podczas bitwy szedł tuż za czołgami i niósł rannym pomoc bezpośrednio pod ostrzałem”2. Amerykanie byli wówczas sojusznikami Chińczyków, więc z Dalekiego Wschodu Kriegel wrócił do Pragi w stopniu majora ich armii, z odznaczeniami i doskonałymi referencjami.

Po zatrzymaniu przez radzieckich spadochroniarzy znalazł się w grupie, którą okupanci wywieźli z kraju. A z nim szef partii Dubček, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Smrkovský, premier Černík.

Po latach opowiadał znajomym, że w samolocie lecącym do Moskwy siedział naprzeciw niego radziecki oficer. Kriegel go rozpoznał: razem byli w Hiszpanii. Miał wrażenie, że tamten też sobie przypomniał wspólną przeszłość. Nie zamienili ani słowa.

Po powrocie z wojny w Chinach partia wykorzystała jego zdolności. Był współorganizatorem milicji robotniczych, czyli oddziałów zbrojnych, które komuniści wykorzystali przy przejęciu władzy w 1948 roku. Śniła się mu czechosłowacka droga do socjalizmu niebędąca powieleniem stalinowskiego wzorca. Rzeczywistość okazała się odmienna. Był nią rozczarowany. Niedługo popracował w Ministerstwie Zdrowia. Został zmuszony do odejścia, kiedy zaczęło się polowanie na wrogów.

Tagi: , ,