eClicto - Blog o e-papierze i e-bookach

Boy wiecznie żywy „Boy-Żeleński. Błazen – wielki mąż”

13 paź 2009 | opublikował | Kategoria: e-booki – recenzje

boy

Tadeusz Boy-Żeleński żył w czasach, gdy fotografie najlepszych pisarzy umieszczano na pocztówkach, co dzisiaj, gdy idolami są sezonowe gwiazdki telewizyjnych seriali, wydaje się czystym surrealizmem. Boy także w latach 30. ubiegłego stulecia dostąpił tego zaszczytu i jego portret w pocztówkowej formie był dostępny dla każdego. To nie dziwi, ponieważ w pierwszej połowie XX wieku stawiano go w czołówce polskich pisarzy, obok Sienkiewicza i Żeromskiego.

Z angielskim pseudonimem

Biografię Tadeusza Boya-Żeleńskiego, „Boy-Żeleński. Błazen – wielki mąż” (wyd. W.A.B.), nakreślił świetnym piórem współczesny pisarz Józef Hen. Książka Hena to nieoceniony portret literacki, kronika młodopolskiego Krakowa, Warszawy z międzywojnia i jednocześnie wnikliwe studium psychologiczne, które pozwala poznać nam przeżycia autora „Słówek”.

Rzecz znamienna, Boy był sławnym literatem, choć w przeciwieństwie do Sienkiewicza, Żeromskiego i innych nie napisał ani jednej powieści, nie wydał też żadnego tomiku z poważną poezją. Dorobek Boya to wiersze satyryczne pisane dla krakowskiego kabaretu „Zielony Balonik”, tysiące felietonów, szkiców literackich, recenzji teatralnych i polemik, a także tłumaczenia z literatury francuskiej. To dzięki Boyowi polscy czytelnicy mogli poznać wszystkie sztuki Moliera, utwory Villona, Woltera, Diderota, Rousseau, Stendhala, Prousta, Gide’a, Pascala, Jarry’ego (to tylko niektórzy). Jak zauważa Hen, tłumacz literatury francuskiej używał angielskiego pseudonimu, który sobie wymyślił, gdy jeszcze pisał wierszyki dla „Zielonego Balonika”. Potem Boy stał się drugim, równoprawnym nazwiskiem Żeleńskiego.

To właśnie w Krakowie, od „Zielonego Balonika” i satyrycznych tekstów, zaczęła się literacka kariera Boya (słynne „Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz” – to jego). Ten szlachcic z urodzenia, lekarz z wykształcenia, najbardziej cenił sobie literaturę i towarzystwo artystów. Artystek również. Kochał się w Dagny Przybyszewskiej i polskich aktorkach, ale były to romanse raczej platoniczne, objawiające się w listach i rozmowach. Cieszył się dużym powodzeniem u kobiet – podczas jego wykładu w Paryżu jedna z pań głośno oświadczyła, że wszystkie obecne na sali kobiety są gotowe się mu oddać.

Popularny i znienawidzony

Po przeprowadzce do Warszawy zajął się pisaniem recenzji ze spektakli teatralnych i felietonów. Jedne i drugie przyniosły mu szaloną popularność, Boy był bowiem intelektualistą obdarzonym świetnym stylem literackim i błyskotliwym dowcipem. Ale popularności wśród czytelników towarzyszyła nienawiść coraz większego grona przeciwników Boya – sfrustrowanych literatów, dotkniętych krytyką, oraz polityków z lewa i z prawa, którym nie podobały się zdecydowane poglądy Żeleńskiego. Pisarz wychodził w swoich tekstach daleko poza sprawy literackie: był rzecznikiem świadomego macierzyństwa, proponował reformę prawa małżeńskiego, bronił praw kobiet i nie zgadzał się, by kler wpływał na życie kulturalne i obyczajowość Polaków. Co istotne, po latach wiele jego uwag o Polsce i politykach wciąż brzmi aktualnie. Nienawiść do Boya była tak wielka, że jego klerykalni i prawicowo-nacjonalistyczni przeciwnicy wydali książkę z anty-Boyowskimi tekstami.

Kiedy wybuchła wojna, we wrześniu 1939 r. wyjechał z Warszawy w obawie przed rozstrzelaniem, gdyż znajdował się na niemieckiej liście proskrypcyjnej – kilka razy w swoich felietonach wyśmiewał Hitlera. Znalazł się we Lwowie, wkrótce zajętym przez Armię Czerwoną. Zaproponowano mu prowadzenie na uniwersytecie wykładów z literatury francuskiej. Zgodził się. Znajomi wspominają, że już wtedy wydawał się zrezygnowany i powtarzał, że będzie, co ma być. Tuż przed wkroczeniem do Lwowa Niemców w czerwcu 1941, miał możliwość wyjazdu w głąb ZSRR, ale odmówił. Hitlerowcy nie rozpoznali w nim znanego pisarza, to jednak nie uchroniło go przed śmiercią. Został rozstrzelany razem z innymi inteligentami. Miał 67 lat.

We współczesnej Polsce można niekiedy zatęsknić za kimś takim jak Boy. Choć dzisiaj też nie miałby łatwego życia.

Grzegorz Kozera

Tagi:

Dodaj komentarz