Łódzkie getto i sąd ostateczny („Fabryka muchołapek”)
2 mar 2009 | opublikował gk | Kategoria: e-booki – recenzje, Najpopularniejsze
Andrzej Bart, autor m.in. powieści „Rien ne va plus”, „Pociąg do podróży” i „Don Juan raz jeszcze”, przypomina trochę Thomasa Pynchona: podobnie jak amerykański pisarz ściśle chroni swoją prywatność. O Barcie wiadomo, że urodził się w 1951 r., a poza pisaniem zajmuje się także kręceniem filmów dokumentalnych. Pozwala zamieszczać swoje fotografie na okładkach książek. I to właściwie wszystko.
Fabułę jego powieści „Fabryka muchołapek” wypełnia proces sądowy, gdzie oskarżonym jest Chaim Rumkowski, zarządca łódzkiego getta w czasie niemieckiej okupacji, zaś obrońcą, prokuratorem i świadkami mieszkańcy getta, którzy w większości nie przeżyli wojny. Zeznają też Janusz Korczak i amerykańska pisarka Hannah Arendt. Można rzec: sąd ostateczny. Relację z niego zdaje nam pisarz, w którym możemy rozpoznać samego Barta, a który pracuje na zamówienie kogoś przypominającego diabła. Jednocześnie pisarz poznaje na procesie Dorę, piękną Żydówkę z Pragi, przywiezioną do getta razem z siostrami Kafki, i wspólnie z nią zwiedza współczesną Łódź, szczególnie miejsca, w których znajdowało się getto.
Oczywiście, najważniejsze w tym wszystkim jest osądzenie oskarżonego. Rumkowski to postać więcej niż kontrowersyjna. Przed wojną agent ubezpieczeniowy i dyrektor sierocińca, syjonista, w czasie wojny szef łódzkiego Judenratu, który upajał się daną od Niemców władzą nad mieszkańcami getta. To on ustalił z Niemcami, żeby odebrać rodzicom dzieci poniżej dziesięciu lat i wysłać je do gazu, po to – jak argumentował – by ocalić pozostałych. Ale przy swoim prostactwie i despotyczności, Rumkowski potrafił dobrze zrządzać gettem, dać ludziom pracę, a dla żydowskich dzieci zorganizować w getcie szkoły – rzecz nie do pomyślenia poza murami.
Przejmująca powieść Barta – poprzez swoją konstrukcję, mieszanie świata minionego z teraźniejszością, przywołaniem Szekspirowskich tragedii – jest przecież nowym spojrzeniem na martyrologię Żydów. O „Fabryce muchołapek” niełatwo będzie zapomnieć.
Grzegorz Kozera











Wpisy (RSS)